10,9°C – tyle wyniosła średnia roczna temperatura w Polsce w 2024 roku. To najwyższy wynik od początku pomiarów prowadzonych od 1951 roku i aż o 2,2°C powyżej średniej z lat 1991-2020[1]. Brzmi jak sucha statystyka? Za tą liczbą kryją się wrześniowa powódź na południu kraju, wysychające latem rzeki i rachunki, które płacą wszyscy: samorządy, przedsiębiorcy i mieszkańcy.
Ocieplenie, które już czujemy
Dane Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW-PIB) nie pozostawiają miejsca na dyskusję. Od 1951 roku średnia temperatura w Polsce wzrosła o ponad 2°C, a tempo tego wzrostu przyspiesza. Najsilniej ocieplają się pojezierza, Podkarpacie i Karpaty, gdzie zmiana przekracza już 2,4°C[2]. W 2024 roku po raz pierwszy średnia temperatura globu przekroczyła w skali roku 1,5°C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej – granicę, którą wyznaczyło Porozumienie Paryskie[3].
Wyższa średnia to jednak nie tylko cieplejsza pogoda. To częstsze fale upałów, dłuższe okresy bez deszczu i – paradoksalnie – gwałtowniejsze ulewy, gdy woda wreszcie spada z nieba. Klimat, do którego przez dekady dopasowaliśmy rolnictwo, sieci wodociągowe i miejską zieleń, po prostu przestaje obowiązywać.
Powódź, susza i rachunek, który rośnie
Najdobitniej pokazał to wrzesień 2024 roku. Przez 22 dni południowy zachód kraju zmagał się z powodzią, która lokalnie przyniosła ponad 150 mm deszczu w ciągu kilku dni[4]. Ucierpiały województwa dolnośląskie, opolskie, śląskie i lubuskie, zginęło dziewięć osób, a wstępne straty samego Dolnego Śląska oszacowano na blisko 5,5 mld zł[5]. Skalę zjawiska porównywano do powodzi tysiąclecia z 1997 roku.
Drugą twarzą tej samej zmiany jest susza. Rozwija się powoli, rzadko trafia na pierwsze strony gazet, ale rok po roku obniża plony i uderza w gospodarstwa rolne na dziesiątkach tysięcy hektarów. Powódź niszczy w kilka dni, susza – przez cały sezon wegetacyjny. Obie kosztują, a koszt ten ponosi ostatecznie całe społeczeństwo: od budżetów gmin po ceny warzyw i owoców w sklepach.
Od Porozumienia Paryskiego do standardu ESRS E1
W tym miejscu do gry wchodzą regulacje, które coraz mocniej dotyczą także biznesu. Dyrektywa CSRD (Corporate Sustainability Reporting Directive) nakłada na duże firmy obowiązek raportowania nie tylko własnego wpływu na klimat, ale też – co bywa pomijane – wpływu klimatu na samą firmę. Służy temu Europejski Standard Raportowania Zrównoważonego Rozwoju ESRS E1 „Zmiana klimatu”[6], który wymaga między innymi opisania ryzyk fizycznych (takich jak powódź czy susza w łańcuchu dostaw), planu redukcji emisji oraz wyliczenia śladu węglowego przedsiębiorstwa.
Zakres i harmonogram tych obowiązków są dziś przedmiotem prac legislacyjnych w Unii Europejskiej (pakiet uproszczeń „Omnibus”). Niezależnie od ostatecznego kształtu przepisów kierunek pozostaje ten sam: firma, która nie wie, jak zmiany klimatu wpłyną na jej działalność, staje się mniej przewidywalna dla banków, ubezpieczycieli i kontrahentów.
Równolegle rosną obowiązki po stronie samorządów. Największe polskie miasta mają już Miejskie Plany Adaptacji do zmian klimatu (MPA), a mniejsze gminy coraz częściej sięgają po podobne narzędzia – bo to właśnie one w pierwszej kolejności zarządzają wodą, kanalizacją i przestrzenią, na którą spada deszcz.
Adaptacja, która się opłaca
Dobra wiadomość jest taka, że do zmian klimatu można się przygotować, a wiele rozwiązań zaczyna przynosić korzyści od pierwszego dnia. Retencja wody deszczowej, odbetonowanie centrów miast, nasadzenia zieleni obniżającej temperaturę w upały czy rzetelny audyt ryzyk klimatycznych w firmie ograniczają przyszłe straty i przy okazji poprawiają jakość życia mieszkańców.
„Adaptacja przestała być tematem na później. Miasta i firmy, które policzą swoje ryzyka klimatyczne dziś, unikną znacznie wyższych kosztów jutro, a często zyskają przewagę tam, gdzie inni dopiero zaczną liczyć straty” – mówi Daniel Tatarek, ekspert Polskiego Instytutu ESG.
Kluczem jest współpraca. Miasto, biznes i mieszkaniec działają w tej samej przestrzeni i mierzą się z tą samą pogodą. Gmina, która przygotuje tereny inwestycyjne odporne na podtopienia, firma, która zmapuje ryzyka w łańcuchu dostaw, i mieszkaniec, który oszczędza wodę – każde z tych ogniw obniża wspólny rachunek za skutki ocieplenia.
Czas policzyć własne ryzyko
Zmiana klimatu w Polsce to już nie prognoza, lecz codzienność mierzona w stopniach, milimetrach opadu i złotówkach strat. Twoja firma i Twoja gmina mogą na nią odpowiedzieć dwojako: płacić za skutki, kiedy nadejdą, albo z wyprzedzeniem inwestować w odporność. Adaptacja to nie koszt – to inwestycja w bezpieczeństwo najbliższych lat. A najlepszy moment, żeby policzyć własne ryzyko, jest teraz.
Autor: Daniel Tatarek, ekspert Polskiego Instytutu ESG
[1]Średnia temperatura obszarowa w Polsce w 2024 r. wyniosła 10,9°C – najwięcej od początku pomiarów, o 2,2°C powyżej normy 1991–2020. Za: IMGW-PIB, „Klimat w Polsce w 2024 roku – podsumowanie wybranych elementów”, 2025.
[2]Wzrost średniej rocznej temperatury o ponad 2°C od 1951 r.; najsilniejsze ocieplenie (>2,4°C) na pojezierzach, Podkarpaciu i w Karpatach, najsłabsze w Sudetach (ok. 2,1°C). Za: IMGW-PIB, „Klimat Polski 2024″, 2025.
[3]Rok 2024 był pierwszym, w którym średnia globalna temperatura w ujęciu rocznym przekroczyła 1,5°C powyżej poziomu z lat 1850–1900 (próg z Porozumienia Paryskiego). Za: IMGW-PIB za danymi Copernicus / C3S ECMWF, 2025.
[4]Powódź trwała od 13 września do 4 października 2024 r. (22 dni), a opady przekraczały lokalnie 150 mm w kilka dni. Za: IMGW-PIB / PGW Wody Polskie, „Raport z powodzi we wrześniu 2024 r.”, 2025.
[5]Dziewięć ofiar śmiertelnych w Polsce; wstępne straty woj. dolnośląskiego oszacowano na ok. 5,5 mld zł, opolskiego na ponad 2 mld zł. Za: „Rzeczpospolita” (rp.pl), 26 września 2024 r.; Wikipedia, „Powódź w Europie Środkowej (2024)”.
[6]Obowiązek raportowania wynika z dyrektywy CSRD (dyrektywa (UE) 2022/2464); standard ESRS E1 „Zmiana klimatu” przyjęto rozporządzeniem delegowanym Komisji (UE) 2023/2772. Zakres i harmonogram są korygowane pakietem „Omnibus”.